Newsletter
Czy chcesz otrzymywać informacje o nowościach i ważnych wydarzeniach na naszej stronie?
Polityka legalności
Serwis poświęcony jest szeroko pojętemu tematowi szczepień i kontrowersji z nimi związanych. Cytowanie jest mile widziane, oczywiście z podaniem źródła. Fragmenty i cytaty pochodzące z innych niż polskie źródeł są odpowiednio oznaczone, a do większości z nich podano oryginalne linki. Strona nie jest zastępnikiem konsultacji medycznej. Choć tworzą ją osoby będące przeciwnikami przymusu szczepień i doskonale zdające sobie sprawę z tego, jak wielkim ryzykiem są one obarczone, uważają one również, że powinien im towarzyszyć wolny wybór – tak jak każdej innej metodzie profilaktyki czy jakiejkolwiek decyzji związanej ze zdrowiem własnym i rodziny. Mimo że na stronie znajdują się informacje o Stowarzyszeniu Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, wiele opublikowanych tu materiałów nie reprezentuje poglądów członków Stowarzyszenia, lecz przedstawia osobiste poglądy autorów artykułów.

„Chłopiec jest jak warzywo, przygotujcie trumienkę”: rodzina obwinia medyków z Rieża o straszną chorobę dziecka

BCG_powiklanie_Riaz

Lekarze zaszczepili trzymiesięcznego Maksyma, mimo że nie wolno było tego robić. Po dwóch dniach u chłopca doszło do wylewu krwi do mózgu. Jednak medycy zapewniają, że szczepionka nie ma z tym nic wspólnego i radzą rodzicom, by przygotowali się na najgorsze.

Maksym Małych urodził się 28 października, miesiąc przed terminem. Chłopiec niedługo przebywał w szpitalu i wkrótce został z niego wypisany w świetnym stanie. Jedyne, na co szczególnie zwrócili uwagę medycy, to konieczność przesunięcia o kilka miesięcy wszelkich szczepień, gdyż jego organizm był zbyt słaby, opowiedziała portalowi 66.ru babcia chłopca Żanna.

Jednak nie minął miesiąc, jak do mamy Maksyma zatelefonowano i oświadczono, że ma przyjechać z dzieckiem do szpitala. Tam zbadano dziecko i stwierdzono, że jego stan jest zadowalający, a następnie wykonano szczepionkę przeciw gruźlicy.

Stan dziecka był stabilny, lecz po dwóch dniach Maksymowi zrobiło się niedobrze. To, że dziecko dławi się, usłyszał jego wujek Paweł, który natychmiast obudził rodziców. Spróbowali wezwać pogotowie, lecz nie mogąc się doczekać jego przyjazdu sami pojechali do szpitala.

Zhanna - dużyŻanna, babcia Maksyma: Paweł z Kostią (ojcem dziecka – przyp. red.) przyjechał do szpitala i przez 15 minut walił do wszystkich drzwi, lecz nikt nie otwierał. Kiedy udało się dopukać, lekarz przywitał ich słowami: „Jacyś narkomani przywlekli dziecko”. Po tym, jak młodzi ludzie wyjaśnili, że Maksym prawie nie oddycha, lekarz powiedział, że ojciec ma zrobić dziecku sztuczne oddychanie.

Następnego dnia nie wpuszczono rodziców do dziecka, które umieszczono na oddziale reanimacji w Centralnym Szpitalu miasta Rież z diagnozą „wylew krwi do mózgu. „Lekarz powiedział: pożegnaj się z dzieckiem, ono umarło” – wspomina mama Maksyma.

W tym czasie babcia Żanna próbowała dowiedzieć się od lekarki szpitala dziecięcego, która zaszczepiła jej wnuka przeciw gruźlicy, po co to uczyniła. Jednak na jej pytanie pracownica służby zdrowia wzruszyła ramionami i odrzekła: A gdzie matka Maksyma miała oczy?”.

Przez kilka dni krewni chłopca usiłowali uzyskać przeniesienie dziecka do Jekaterynburga, gdyż w Rieżu nie wdrożono żadnego leczenia. Wieczorem 21 grudnia Maksyma przywieziono do Swierdłowskiego Okręgowego Szpitala Klinicznego Nr 11. Chłopiec najpierw leżał na oddziale reanimacyjnym, a następnie wybudzono go i przeniesiono na pediatrię.

Żanna: Na początku lutego powiedziano nam: „Przenosimy dziecko do rodzinnego miasta, gdyż nie ma sensu go tutaj zatrzymywać. W Rieżu przez kilka dni będą go obserwować, a potem wypuszczą do domu”. Stan dziecka był stabilny i wyniki wszystkich analiz były w normie.

Jednak kiedy Maksyma przewieziono do szpitala w rodzinnym mieście, znów trafił na reanimację i zabroniono go odwiedzać. Medycy z Rieża wykryli u niego zakażenie krwi i całą grupę dodatkowych chorób. „Zwyczajnie nie rozumiem, jak to możliwe, żeby lekarze z Jekaterynburga nie zauważyli wszystkich tych chorób. A może one pojawiły się po drodze z Jekaterynburga do Rieża, w karetce reanimacyjnej?” – dziwi się młoda mama, której znów powiedziano: twoje dziecko to warzywo, przygotuj trumienkę.

Aleksandr Iazvienko - dużyKrewni Maksyma sądzą, że za choroby dziecka ponosi winę podana przez medyków z Rieża szczepionka BCG. Jednak Naczelny Lekarz Centralnego Szpitala Miejskiego Aleksander Jazwienko mówi, że szczepionka nie ma związku z chorobą. Według jego słów wszystkie oskarżenia są niezgodne z rzeczywistością, będąc jedynie „emocjonalnym tłem rodziców”.

„Właśnie dzięki nam chłopiec pozostał przy życiu, dzięki nam trafił do szpitala w Jekaterynburgu. Jednak w chwili obecnej dziecko jest w stanie beznadziejnym i prognozy są jednoznacznie niekorzystne. Wszystko, co można było zrobić, zrobiono na poziomie szpitala rejonowego. Nikt nie wysłałby dziecka z powrotem do Rieża, gdyby występowała perspektywa pozytywnego rozwoju wypadków. Mamy do czynienia z przypadkiem, w którym przywozi się do nas pacjenta nie po to, by nastąpiła poprawa, lecz w celu leczenia wspierającego skutki terapii przeprowadzonej w Jekaterynburgu”.

Według zapewnień Jazwienki pogorszenie stanu Maksyma było nieuniknione i nie dało się na to wpłynąć. W Szpitalu Klinicznym Nr 1 w Jekaterynburgu korespondenci portalu 66.ru dowiedzieli się: dziecko przewieziono do szpitala w Rieżu w celu „zwykłej opieki nad wcześniakiem”. Dodajmy, że zgodnie z dostępnym redakcji oficjalnym zaleceniem szpitala okręgowego, stan małego Maksyma kwalifikował go do skierowania w Rieżu na oddział, a nie do reanimacji.

dziecko_Riaz



1 Mimo że miasto nazywa się Jekaterynburg, dawniej Swierdłowsk, to okręg wciąż jest swierdłowski – przyp. tłum.

Źródło:
http://66.ru/health/news/182134/

Zobacz również

Wszystkie prawa zastrzeżone. Teksty z serwisu mogą być linkowane i kopiowane, ale pod warunkiem powoływania się na źródło.