Newsletter
Czy chcesz otrzymywać informacje o nowościach i ważnych wydarzeniach na naszej stronie?
Polityka legalności
Serwis poświęcony jest szeroko pojętemu tematowi szczepień i kontrowersji z nimi związanych. Wszystkie treści na stronie umieszczono za zgodą ich autorów, nawet jeśli nie są oni podani do wiadomości. Cytowanie jest mile widziane, oczywiście z podaniem źródła. Fragmenty i cytaty pochodzące z innych niż polskie źródeł są odpowiednio oznaczone, a do większości z nich podano oryginalne linki. Strona nie jest zastępnikiem konsultacji medycznej. Choć tworzą ją osoby będące przeciwnikami przymusu szczepień i doskonale zdające sobie sprawę z tego, jak wielkim ryzykiem są one obarczone, uważają one również, że powinien im towarzyszyć wolny wybór – tak jak każdej innej metodzie profilaktyki czy jakiejkolwiek decyzji związanej ze zdrowiem własnym i rodziny. Mimo że na stronie znajdują się informacje o Stowarzyszeniu Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, wiele opublikowanych tu materiałów nie reprezentuje poglądów członków Stowarzyszenia, lecz przedstawia osobiste poglądy autorów artykułów.

Z życia wzięte... Skandaliczne zachowanie niektórych lekarzy w stosunku do rodziców nieszczepionych dzieci

Cytaty – słowa lekarzy i personelu medycznego w stosunku do rodziców:

Angry doctor
„No, będziecie mieć z niego pociechę... chyba że wybuchnie wojna albo epidemia!” (lekarka do matki o dziecku).

„Więcej jest rtęci w rybkach z puszki niż w szczepionkach”.

„Lepsze dziecko martwe zaszczepione niż żywe nieszczepione” (słowa lekarki do matki, która odmówiła szczepienia).

„Los was rozliczy” (pielęgniarka do matki).

„Jesteście głupi i dziwni”.

„Totalna głupota i niezrozumiała decyzja. Zagrożenie dla życia dziecka, szczególnie gdy ma być w szpitalu, a nie było szczepionek na wzwb”.

Takich pacjentów to my nie lubimy w naszej przychodni”.

„No jak ja nie cierpię takich ludzi! Jak można być taką nieodpowiedzialną matką! Przez panią dziecko będzie chore!”.

„To przez takich ludzi jak pani wracają epidemie”.

Pani ma wyższe wykształcenie, jest pani wykształcona, a w takie bzdurne rzeczy pani wierzy?”.

„Nie ma potrzeby, żebyście przychodzili na kontrolne wizyty, skoro nie chcecie szczepić”.

Rozmawiałam z panią z sanepidu i ona stwierdziła, że to nie może być NOP” (oczywiście pani z sanepidu ani nie jest lekarzem, ani nie widziała dziecka; zgodnie z ustawą to lekarze jest zobowiązany do zgłaszania NOP – dop. red.).

Jak Pani dziecko dostanie tężca, to umrze” (powtarzane wielokrotnie).

„Nieszczepicie? Już 5 rodziców takich do mnie przychodzi! Nie będę przyjmować nieszczepionych dzieci!”.

Pani sie zastanowi, co lepsze – dziecko z padaczką czy dziecko, które umrze na tężec. Lepsze dziecko z autyzmem od szczepień i padaczką, niż takie, co umiera na tężec, a bez szczepienia to na pewno umrze”.

„Jeżeli nie zamierzają Państwo szczepić, to bardzo proszę zmienić pediatrę”.

Jak Pani dziecko umrze, to Pani sobie przypomni o nas, jak namawialiśmy” (pielęgniarka do matki).

Gdyby nie szczepienia, to ludzkość by już dawno wyginęła. Jesteście nieodpowiedzialni i krzywdzicie wasze dziecko. Dziwię się, że tacy rodzice jak wy jeszcze istnieją”.

Jeszcze będzie pani płakać przez swoją głupotę, wspomni pani moje slowa”.

Dla mnie liczy się dobro społeczeństwa, a nie obywatela x” (słowa lekarki do matki chłopca).

Szczepienia są obowiązkowe, rodzic który nie szczepi, jest zgłaszany do prokuratury, a jeśli wynikną ze szczepienia jakieś powikłania, to już rodzic odpowiada” (neonatolog na oddziale po cesarskim cięciu, matka nie mogła uwierzyć własnym uszom).

„Proszę skończyć tę rozmowę, bo to się może źle dla pani skończyć!” (neurolog, kiedy matka chciała uzyskać odroczenie szczepienia dla swojego dziecka cierpiącego na mózgowe porażenie dziecięce).

Rodzice, którzy nie szczepią dzieci, to debile
” (lekarz do rodzica mającego wątpliwości co do szczepionek).

„Jeśli pani kocha, to pani zaszczepi”.

Jeśli nie zaszczepi pani przeciwko pneumokokom, to pani dziecko kiedyś nie będzie widzieć i chodzić”.

Nie mogę pani zmusić, ale bardzo żałuję, że nie mam administracyjnie takich narzędzi”.

„Rtęć nie jest niebezpieczna dla układu nerwowego” (wypowiedź lekarz neurolog).

Czy ktoś się Panią zaopiekował po porodzie i zaproponował leczenie na głowę?” (lekarz do matki, która zdecydowała się nie szczepić dziecka zaraz po urodzeniu szczepionką przeciw WZWB – zapalenie wątroby typu B i BCG – gruźlica).

Odroczenie od szczepień nie może być od jednego lekarza, i to takiego, który prywatnie przyjął dziecko. Odroczenie musi być wystawione od kilku lekarzy, na zasadzie komisji, w klinice lub szpitalu. Jesli byśmy wiedzieli, że z wami będą takie problemy w kwestii szczepień, pani kierownik nie zgodziłaby sie was przyjąć do naszej przychodni. Dziecko nie jest pani, tylko przychodni, bo to my jestesmy za nie odpowiedzialni”.

Ja pani do szczepienia nie zmuszę, ale proszę się zapisać”.


Dialog:
A kiedy Pani przyjdzie na pneumokokki?
– Nie przyjdę, podziękuję, bo na pozostałe też nie szczepilam.
– No tak, wie Pani, ale teraz to takie czasy, że śmierć do łóżeczka zagląda.
– Niech mnie Pani nie straszy, poza tym pieniędzy nie mam.
– A mała chrzczona? Nie, to Pani przyjdzie po to, jak pieniążki będą, a to w dziecko najlepsza inwestycja...

Szczepienie to życie, a nieszczepienie śmierć!!!”.



Relacje zbulwersowanych rodziców:

„Część wykładu, jaki strzelił mi lekarz w szpitalu (bardzo agresywnym tonem):
– Wszystkie dzieci w Polsce są szczepione na ospę wietrzną!
Ja: Ale to nie jest szczepienie obowiązkowe...
– To jest szczepienie obowiązkowe od 2006 roku! Wszystkie dzieci s
ą szczepione. Jestem pewien, bo jestem lekarzem. Widzę codziennie książeczki zdrowia wielu dzieci i wszystkie mają to szczepienie! I tylko dzieki temu dzieci już nie umierają masowo na ospę wietrzną!
Ja: Ale chodzi panu o ospę wietrzna, czy o ospę prawdziwą? – 2 razy się upewniałam.
– Tak, chodzi o OSPĘ WIETRZNĄ! Przed 2006 rokiem dzieci masowo umierały na ospę wietrzną. To bardzo grożna choroba. Wiem lepiej od pani, bo jestem lekarzem! Jesli jakiś lekarz twierdzi inaczej, to proszę mi podać jego nazwisko. Musze go zgłosić i będzie miał odebrane prawo wykonywania zawodu. Panią też mam obowiązek zgłosić do sanepidu i dostanie pani grzywnę.
Ja – Nieprawda, nie ma pan takiego obowiązku, to jest wyłacznie pańska inicjatywa.
– Mam taki obowiązek – to jest obowiązek MORALNY.
To tylko część „rozmowy”. Lekarz cały czas był napastliwy, agresywny, kłamał. Twierdził, że w tym roku weszły nowe przepisy prawa i teraz są wysokie kary grzywny za niezaszczepienie, a w przypadku, jeśli to nie zmusi kogoś do szczepienia, to dzieci będa odbierane rodzicom przez sądy. Albo przez opiekę społeczną”.

„Ja ostatnio usłyszałam na przesłuchaniu w izbie lekarskiej (składałam skargę na lekarza za przymuszanie przez zastraszenie do zaszczepienia prevenarem i za wyzywanie nas od debili), że na ospę wietrzną dzieci umierają. Chyba jakieś szkolenie musieli mieć z tego. Po tym przesłuchaniu dużo kwiatków miałabym do dodania... Kłamanie w żywe oczy, wychwalanie szczepionek, lekceważenie NOP-ów i jeszcze stwierdzenie, że lekarz, na którego składałam skargę, po prostu chciał dla dobra mojego dziecka namówić mnie na zaszczepienie przeciwko pneumokokom. Moje powtarzanie jak zdarta płyta, że nie robi się tego, strasząc matkę śmiercią czy w najlepszym razie niepełnosprawnością w ogóle nie trafiło do zakutego łba. Dowiedziałam się też po złożeniu skargi, że wg wszystkich instytucji: NFZ, rzecznik praw pacjenta i izby lekarskiej lekarz może sobie nazywać swoich klientów jak chce. On mówił „debile” ogólnie, nie bezpośrednio do mnie! A zresztą ja nie szczepię, więc można do mnie mówić w każdy sposób. Dowiedziałam się, że dzieci wyszczepione na wszystko w ogóle nie chorują, na antybiotykach jadą dzieci nieszczepione, a na wyniki badania w kierunku krztuśca czeka się co najmniej miesiąc, a do tego czasu z niemowlęciem może być baaaardzo źle. Ze oni naprawdę wcale nie chcą szczepić w 1 dniu życia, ale żółtaczka i gruźlica fruwają w powietrzu i nie ma wyjścia. Że szczepionki refundowane są przestarzałe i niedobre (tu spojrzenie na moje ciuchy), ale jak kogoś stać, to warto zapłacić za skojarzone, bo są lepsze i w 100% bezpieczne. I że nawet jeśli ja się interesuję szczepionkami, to większość rodziców nieszczepiących nic o nich nie wie i raczej są to mało inteligentni ludzie. Kilka rzewnych historyjek na poparcie swoich tez było. Najbardziej stracony czas w moim życiu”.


Po porodzie odmówiłam podpisania ich oświadczenia, lekarz straszyl, że jeśli nie podpiszę, to znaczy, że się zgadzam na szczepienie i mi zaszczepią dziecko, itp. Powiedzialam, że nie ma opcji, żebym to podpisala, bo byłoby to niezgodne z prawdą, bo nie rozmawialiśmy wcale o ryzyku ani nawet korzyściach wynikających ze szczepień, a lekarz na to, że przecież nie przyszłam z lasu i mogę sobie w internecie poczytać”.

Jak powiedziałam lekarzowi, że dziecko miało drgawki bez gorączki po szczepieniu, to od jednego lekarza usłyszałam, że to niemożliwe, bo minęły 72 godziny, a od drugiego pediatry usłyszałam «No to co, że drgawki?». Z kolei neurolog powiedziała, że to nie drgawki...”.

„Po odmowie szczepień w pierwszej dobie usłyszałam, że na czas operacji (cesarskiego cięcia) zostaną mi odebrane prawa rodzicielskie”.

Ja zostałem wezwany na dywanik i od pani doktor, do której chodziłem od dziecka, zawsze grzeczna, miła i w ogóle, pierwszy raz w życiu usłyszałem bluzgi. Pół godziny u niej siedziałem (to już było rok temu ponad) i wysłuchiwałem, jaki to jestem nieodpowiedzialny wraz z żoną, że nie będziemy szczepić... Już nie pamiętam, co dokładnie mówiła, ale było tego dużo i niegrzecznie. W każdym razie zaproponowała mi wiele (płatnych) szczepionek, a ja w następnym tygodniu zaniosłem jej listę szczepionek wycofanych przez sanepid. Wśród nich były 2, które mi tak gorąco polecała... Po miesiącu znów mnie zaprosiła i odmówiła przyjęcia naszego dziecka, bo (cytat) „Nie będę potrafiła wziąć odpowiedzialności za nieszczepione dziecko”.

Moja najmłodsza była ostatnio w szpitalu (wsadziła sobie klocek lego do nosa), no i się okazało, że nie da się na żywca wyciągnąć, trzeba uśpić. No i ankiety dostałem – na nic nigdy chora, więc wszędzie nie, nie, nie leczy się, nie ma alergii, na leki nie wiadomo, bo nawet paracetamolu nie dostała. Lekarz komentuje – na nic nie chora? Nic jej nie dolega? Na to ja – no tak, bo nieszczepiona. Jedna lekarka jedynie stłumiła śmiech, a lekarz jedynie zapytał, dlaczego nie szczepimy. No to odpowiedziałem: «Ponieważ jestem przekonany, że szczepienia są bardzo szkodliwe i przed niczym nie chronią».
Jedyne, co przykrego mnie spotkało w związku z tym, to że pani doktor kazała bardzo uważać przy wkłuciu, bo dziecko nieszczepione. No ja nie wiem, czy powinienem się obrazić za tę troskę... Chyba lepiej jednak nie szczepić, bo potem uważają”.

Pediatra mojego dziecka się tak zapętliła w rozmowie ze mną, że raz powiedziała, że w skojarzonych nie ma wcale konserwantów, a drugi raz, za chwilkę, że konserwantów jest mniej, wiec mówię: «To są, czy jest mniej»? Odpowiedziała «No, jest mniej»”.

Ponieważ w mieście, w którym mieszkam, szczepienia nieobowiązkowe są refundowane i nigdy nie miałam w zamyśle szczepić nimi swojego dziecka, więc pani pediatra z podniesionym mocno głosem obwieściła mi, że «TYLKO GŁUPI RODZICE NIE SZCZEPIĄ SWOICH DZIECI PRZECIWKO PNEUMOKOKOM I MENINGOKOKOM». Później straszenie, że moje dziecko niezaszczepione może umrzeć, jak zachoruje. Koszmar”.

W przychodni – wygląda to tak, że w 1 pomieszczeniu po wejściu siedzi piguła od szczepień i od razu szczepi, zadając pytanie: «Dziecko zdrowe?», w drugim (trzeba przejść pom. nr 1) pediatra, który buszuje na Allegro. Pierwsza wizyta – piguła: „Która szczepionka – 5w1 czy 6w1?” – pyta na wejściu, zakładając już rękawiczki. Na naszą odpowiedź, że nie szczepimy, odmruczała pod nosem: „Kolejni wariaci”. Udaliśmy, że nie słyszymy. Lekarka pyta się grzecznie, czy jesteśmy pewni i że szanuje nasze zdanie i decyzje, bo mamy do tego prawo.
Wizyta nr 2 i 3 – komentarze piguły typu „Wariaci, debile eko, kolejni poprarańcy, kretyni, banda oszołomów” – byliśmy przygotowani. Dyktafon nastawiony, daliśmy się pani wygadać, za każdym razem pytając na koniec grzecznie o jej godność. Lekarka nadal milczy, ale wręcza mi skierowanie do poradni na pranie mózgu odnośnie szczepień (nie skorzystałam).
Efekt taki, że piguła wyleciała z hukiem z przychodni. Jaka jest kolejna, nie wiem, bo na wizycie nr 4 (ostatniej) u kitlarza wyszła przed naszą kolejką”.

Kierownik poradni, do której przyszłam ostatnio z chorym 18-miesięcznym dzieckiem (wcześniej ostatnia wizyta w 6 miesiącu): «To jak nie chcecie szczepić, to proszę się wypisać z mojej (!!!???) przychodni!!!»”.

Kiedy wylądowaliśmy z synkiem w szpitalu, gdzie stwierdzono u niego wadę genetyczną, przychodziła pani ordynator ze studentami na salę. Totalnie mnie ignorowała, a do studentów rzucała teksty typu „Widzicie? Marnie wygląda, nie wiem, czy coś z niego będzie, zobaczcie – zero odruchów, skóra marmurowa, stan określam jako bardzo ciężki”. Na moje dopytywania, czy już coś wiedzą, co się dzieje z moim dzieckiem, odburkiwała chamsko, że nie jestem lekarzem i nic mi to nie powie. Kiedy chcieliśmy wypisać dziecko ze szpitala na żądanie, stwierdziła, że jak chcemy małego uśmiercić, to droga wolna... W końcu się ogarnęła po niemałej awanturze i zaczęła z nami rozmawiać. Po zdiagnozowaniu dziecka powiedziałam, że mam obawy co do szczepienia go – w końcu jest chory... (synek miał wtedy 6 tygodni i był zaszczepiony tylko po urodzeniu). Na co ona że «dawno nie spotkała tak nieodpowiedzialnych rodziców i chyba naprawdę chcemy, żeby nam dziecko umarło»... Skandal. Dość, że byłam w szpitalu z synkiem, nikt nie wiedział, co mu jest, to jeszcze tak skutecznie mi umilała pobyt”.

Gdy jeszcze szczepiłam, nie chciałam się zgodzić na tygodniowe przerwy między szczepieniami. Powiedziałam lekarce, że wujek męża był dyrektorem sanepidu, teraz na emeryturze (przeszedł około 1,5 roku temu) i zalecał 4-tygodniowe przerwy. No to ona do mnie: ,,Wie pani, jak na emeryturze, to on się w ogóle już nie zna, teraz są takie szczepionki, że można szczepić nawet co dwa dni i podawać parę naraz”. To ja na to, że raczej posłucham wujka i nie dam dziecku 100w1, do tego co dwa dni. Ona zbulwersowana: «Pani decyzja, trudno!».

Nie szczepiliśmy w pierwszej dobie w szpitalu. Na pierwszej, kontrolnej wizycie u pediatry w 2 tygodniu życia lekarka oburzona tym faktem potraktowała mnie i męża jak małe dzieci, na które trzeba nakrzyczeć, nastraszyć okropnymi powikłaniami chorób, na które się szczepi. Powiedziała, że szczepienie to nasz obowiązek i mamy natychmiast zaszczepić dziecko. Zmieniliśmy pediatrę”.

Mi pani doktor na wizycie w poradnu hematologicznej powiedziała, że moje dziecko jest żółte, odwodnione, zaniedbane i że nie umiem zajmować się dzieckiem. Byliśmy tam w 13 dobie po urodzeniu, z czego 10 dni mała była w szpitalu. I tak przez 3 dni odwodniłam i zaniedbałam córkę. Zmieniliśmy lekarza”.

Usłyszałam od immunologa, że to oczywiście jest moja decyzja i że będę mogła mieć tylko do siebie pretensje, jeśli moje dziecko jutro złapie jakąś chorobę i na pewno umrze (syn miał obniżoną odporność)”.

Niektórzy rodzice uwielbiają wręcz szczepienia, bo po nich dzieci długo i dobrze śpią.



Relacje pozytywne

Słowa lekarki:
„Muszę panią pouczyć, że szczepienia są bardzo ważne, że chronią przed chorobami... ale ja swoich dzieci też nie szczepię
”.


„W związku z nieszczepieniem nie mieliśmy problemów. A nawet pochwalę naszego neurologa. Powiedział nam ostatnio, że po szczepieniach mogą być tak poważne powikłania, z których ciężko wyprowadzić dzieci, typu padaczka itd., że się wcale nie dziwi, że nie chcemy szczepić”.

Nasza pediatra pochwaliła, że nie zaszczepiliśmy w szpitalu w pierwszej dobie. Powiedziała, że mamy czas, szczególnie że nie ma rodzeństwa w żłobku lub przedszkolu, i że nie trzeba od razu wszystkiego, jeżeli byśmy szczepili, i przed tym badania wszystkie zrobić można, żeby mieć pewność. Nefrolog też spoko, na razie robimy ciągle badania, bo posiew nie bardzo nam wychodzi i on sam nie pozwolił córy do czasu wyjaśnienia zaszczepić (jak byśmy w ogóle chcieli...). Oboje mówią, że oczywiście szczepić trzeba, ale bardzo się przykładają do swojej pracy i nie robią nam chorych przedstawień. Warszawa”.

Byłam wzywana parę razy na szczepionkę MMR, a jak poszłam z synkiem, by powiedzieć, że nie szczepię, to panie pielęgniarki zaczęły się ze mnie naśmiewac i powiedziały, że to jest głupota, że robię dziecku krzywdę itp. Akurat jestem osobą, która sobie na takie rzeczy nie pozwala, ale nacisk był jak nie wiem co. Ale gdy  powiedziałam pani doktor, że mam brata, który ma zespół aspergera, to powiedziała do mnie: «Wie pani, może lepiej małego nie szczepić». No i niech mi ktoś powie, że szczepionki nie mają nic wspólnego z autyzmem. Koszmar. Jeżeli pediatra już stwierdziła, że jak jest przypadek zaburzęń ze spektrum autyzmu w rodzinie, lepiej może nie szczepić, to kim jest pielęgniarka, by mi mówić co innego i się ze mnie naśmiewać. Wiem, jak pielęgniarki mają wpajane do głowy, jakie to szczepionki są potrzebne, wspaniałe i w ogóle. Mam 2 w rodzinie i z nimi już tematu szczepień nie podejmuję. Moje dziecko, moja sprawa”
.

 

Opinie użytkowników:

2016-01-02 18:43:33 werka Sąsiadka, również pielęgniarka, nie szczepiła córki na nic po tym jak u jej starszego brata po szczepionce przeciw OPV wypłynęło oko. Również miała wielkie problemy i była szykanowana przez całe środowisko medyczne w szpitalu, w którym pracowała. Mimo wszystko się nie poddała i córka nigdy na nic nie została zaszczepiona.
2015-12-25 10:58:39 My nie musimy uzasadniać swoich decyzji.., nas nie interesują wyniki badań wykonane w innych ośrodkach.. to słowa dr. Małgorzata Iwanow, Medycyna Pracy -Poznań
2015-12-07 09:50:39 Jestem pielęgniarka i wspólnie z mężem postanowiliśmy.ze przestajemy szczepic . Pracownicy przychodni zaczynają nas straszyć.sa bardzo niemili. Bardzo żałuję.ze szczepilam wczesniej moje dzieci.synek miał silna alergie.bole brzucha.ciagle plakal.byl napobudliwy.a ja w dalszym ciagu go szczepilam.bo tak trzeba.. Przy drugim .u którego wystąpił NOP .juz sie ogarnelam . Jesli w przyszlosci będziemy mieć 3cie dziecko.nie zaszczepie go absolutnie na nic
2015-08-14 11:18:28 Nie zgodziłam się na szczepienie w pierwszej dobie zycia dziecka.Usłyszałam, że moje dziecko jest zagrozeniem dla społeczeństwa. Będąc na bilansie 2latka usłyszałam od pani pielęgnikarki wykonujacej szczepienia, że dziwi się, że się nie boję, że dziecko się skaleczy i umrze na tężca. Brak mi słów, gdy słyszę komentarze na takim poziomie.
2015-08-13 18:09:22 To akurat niezwiązane ze szczepieniem... ale z lekarzem pierwszego kontaktu i owszem. Po miesiącu chodzeniu z zapaleniem zatok i cały czas chodzeniu na uczelnię, jak pewnego dnia już mocno przesadziłam z pracą... to na drugi dzień nie mogłam z rana wydobyć głosu, ruszać szczęką, ból gardła i opuchlizna taka, że Pani farmaceutka w aptece powiedziała mi, żebym natychmiast poszła do lekarza, bo to chyba świnka. Od lekarki pierwszego kontaktu dowiedziałam się, że jestem zdrowa. Zamiast pomocy dostałam naganę, że do przychodni przychodzi się z zagrożeniem życia a nie z katarem i czerwonym gardłem. Ciekawa opinia, idąc tym tokiem rozumowania to do szpitala powinno się iść już po śmierci... Dodam tylko, że mój profesor jak mnie zobaczył to się przestraszył i odesłał mnie w trybie natychmiastowym do łóżka.
2015-08-13 14:57:02 "Zobaczy pani, jak pani synek , jak będzie już dorosły, dostanie różyczkę będąc w ciąży!!! Zobaczy pani, co to dopiero będzie!"
2015-08-13 14:00:45 Badanie kwalfikujące do szczepienia.Mówie lekarce że dziecko ma kaszel i katar i proszę o pozerzenie diagnostyki w kierunku zapalenia płuc. Na to Pani doktor mi odpowiedziała: "Dziecko nie jest chore bo nie jest cierpiące"!!!!!
2015-08-13 13:08:50 "jaką Pani posiada wiedzę o szczepieniach- z internetu, to żadna wiedza" tak ja usłyszałam. Przepraszam, a lekarze jakie źródło informacji stosuje???
2015-08-13 10:48:49 "Nie boi się pani, że pani dziecko dostanie sepsy? Ja bym się bała" - usłyszałam od pediatry po niewyrażeniu zgody na szczepienie 2-miesięcznego dziecka.

Dodaj własną opinię

Opinia:
Podpis:

Książki o szczepieniach

Polecamy

Wszystkie prawa zastrzeżone. Teksty z serwisu mogą być linkowane i kopiowane, ale pod warunkiem powoływania się na źródło.