Newsletter
Czy chcesz otrzymywać informacje o nowościach i ważnych wydarzeniach na naszej stronie?
Polityka legalności
Serwis poświęcony jest szeroko pojętemu tematowi szczepień i kontrowersji z nimi związanych. Cytowanie jest mile widziane, oczywiście z podaniem źródła. Fragmenty i cytaty pochodzące z innych niż polskie źródeł są odpowiednio oznaczone, a do większości z nich podano oryginalne linki. Strona nie jest zastępnikiem konsultacji medycznej. Choć tworzą ją osoby będące przeciwnikami przymusu szczepień i doskonale zdające sobie sprawę z tego, jak wielkim ryzykiem są one obarczone, uważają one również, że powinien im towarzyszyć wolny wybór – tak jak każdej innej metodzie profilaktyki czy jakiejkolwiek decyzji związanej ze zdrowiem własnym i rodziny. Mimo że na stronie znajdują się informacje o Stowarzyszeniu Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, wiele opublikowanych tu materiałów nie reprezentuje poglądów członków Stowarzyszenia, lecz przedstawia osobiste poglądy autorów artykułów.

W poszukiwaniu nieuchwytnego genu autyzmu

Fotolia_72427248_Subscription_Monthly_M - mały22 marca 2007 rok

W ubiegłym miesiącu Ośrodek Kontroli i Profilaktyki Chorób (CDC), agencja stojąca na straży amerykańskiej służby zdrowia, w swym oficjalnym oświadczeniu doniósł o szokującym fakcie – w USA na autyzm cierpi jedno spośród 150 dzieci. Ta nowa liczba zachorowań uzyskana została na podstawie dwóch badań ośmioletnich dzieci z lat 2000 i 2002.

Ta nowa informacja zdaje się niezbyt niepokoić urzędników z CDC, gdyż znów słyszymy potworne kłamstwo o autyzmie – nieważne, ile mamy dzieci z autyzmem, bo nie oznacza to rzeczywistego wzrostu zachorowalności, tylko świadczy o „doskonalszej diagnostyce” i o „poprawie jakości opracowywania danych statystycznych przez Ośrodek Kontroli Chorób”.

W ślad za odkryciem o „jednym na 150” pojawiło się jeszcze jedno doniesienie na ten temat: niedawne odkrycia potwierdzają, że przyczyną autyzmu są „zaburzenia genetyczne”. W badaniu uczestniczyło 120 naukowców z 50 instytutów badawczych zjednoczonych w Projekcie Genomu Autyzmu (AGP).

Nagłówki prasowe sugerują, że nastąpiło wielkie odkrycie naukowe. New York Post pisał: „Wykryto zaburzenia genetyczne prowadzące do autyzmu”, Boston Globe opublikował materiał „U pacjentów z autyzmem wykryto zaburzenia genetyczne”, Baltimore Sun donosi, że „przyczyną autyzmu jest połączenie przypadku i genetyki”. Uczeni, którzy przez tak długi czas nie byli w stanie zrozumieć tego zaburzenia i najwyraźniej nie umiejąc ustalić przyczyny, w końcu natknęli się na ślad. Niewtajemniczonemu Czytelnikowi może się więc wydawać, że autyzm to choroba dziedziczna. W końcu geny przecież odpowiadają za cechy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jednak sprawa nie jest tak prosta. Nie chodzi tylko o geny, lecz o mutujące geny, a do tego nie o jeden gen, a nawet nie o kilka genów, lecz o ich setki. Reporter Tom Paulson napisał w Seattle Post Intelligencer: „Najlepsi genetycy z Seattle wykryli wiarygodne dowody na to, że większość przypadków autyzmu mogła zostać wywołana przez błędy w DNA człowieka, przypadkowe i spontaniczne, nie zaś odziedziczone po rodzicach”.

Artykuł niedwuznacznie sugerował, że autyzm u człowieka rozwija się z powodu „błędów genetycznych”. Doktor Thomas Insel, Dyrektor Państwowego Instytutu Zdrowia Psychicznego (National Institute of Mental Health) oświadczył, że: „Dane te stanowią wyraźny dowód na korzyść faktu, że autyzm wywołany zostaje przez wiele anomalii genetycznych, które w jakiś sposób prowadzą później do analogicznych zaburzeń neurologicznych”. Insel powiedział też, że: „Te nowe dane istotnie utrudniają poszukiwanie genów wpływających na rozwój autyzmu”.

Czołowy badacz doktor Jonathan Sebat powołuje się na „usterki” lub błędy w ludzkim kodzie genetycznym lub genomie, na skutek których ulegają utracie lub zostają dodane nowe fragmenty DNA. Sebat zauważył też, że nowe odkrycie obala hipotezę, jakoby autyzm mógł być skutkiem dziecięcych szczepień. Owe zmiany zachodzą w każdej komórce i w ten sposób występują natychmiast po poczęciu. Szczepionka podana po urodzeniu nie mogłaby wywrzeć tak rozległego wpływu.

Wypowiedź doktora Sebata nasuwa myśl, że te mutacje genetyczne następują absolutnie przypadkowo i same z siebie. Mimo że ani razu nie wspomniał o tym, co mogłoby wywołać takie mutacje, to prawdopodobnie jest absolutnie pewien, że odkrycie genu obala związek ze szczepionkami, a szczególnie z zawartą w nich rtęcią. Jednak nie spieszmy się. Nie cała społeczność naukowa zgadza się z doktorem Sebatem. Doktor Ezra Susser, Kierownik Katedry Epidemiologii na Wydziale Publicznej Służby Zdrowia Columbia University’s Mailman School w Nowym Jorku zauważył, że te dane mogą pomóc uczonym zrozumieć, jak „czynniki środowiskowe mogą wpływać na zachorowalność na autyzm, wywołując mutacje genetyczne”. Susser powiedział: „Nowe dane oznaczają, że musimy zastanowić się nad wieloma czynnikami z otoczenia, które mogą wpływać na autyzm”. Te nowe dane o genetyce i autyzmie opisane zostały w wielu środkach masowego przekazu, przy czym wydźwięk reportaży był taki, jakbyśmy znajdowali się u progu rozwiązania zagadki autyzmu. Rzecz jasna wcale tak nie jest. Autyzm nie jest zagadką medyczną, która zawsze istniała, angażując umysł, i której zwyczajnie nie byliśmy w stanie rozwiązać. Wybuch autyzmu został całkowicie zignorowany przez większość społeczności naukowej.

W chwili obecnej autyzm w USA jest epidemią. Katastrofalnie atakuje nasze szkoły i zagraża przyszłości naszego systemu opieki społecznej. Choroba, która kiedyś stanowiła rzadkość, teraz jest tak powszechna, że każdy z nas zna przynajmniej jedną rodzinę wychowującą dziecko autystyczne. Jednak w świadomości urzędników autyzm w żaden sposób nie jest epidemią, ponieważ do tej pory w historii ludzkości nie było epidemii genetycznych. Geny nie mutują przypadkowo i spontanicznie, bez jakiejkolwiek przyczyny, same z siebie. Musi być jakiś bodziec zewnętrzny, przyczyna zmuszająca te geny do mutacji.

Doktor Peter Fletcher, były pracownik naukowy Departamentu Ochrony Zdrowia Wielkiej Brytanii przyznaje, że autyzm to epidemia, i że epidemia ta posiada przyczyny zewnętrzne. Oto jego opinia: „Nie ma żadnych wątpliwości, że liczba przypadków autyzmu w USA i Wielkiej Brytanii rośnie w proporcjach epidemicznych. Przypuszczano, że obserwowane zjawisko nie jest prawdziwym wzrostem zachorowań, lecz efektem skupienia uwagi na problemie i zmiany kryteriów diagnostycznych. Jeśliby tak było, to wraz ze skupieniem uwagi i nowymi kryteriami diagnostycznymi nastąpiłoby wykrycie tylu wcześniejszych przypadków niedostrzeżonego autyzmu, ile mamy obecnie. Jednak wszelkie wysiłki nastawione na poszukiwanie tych wcześniejszych przypadków skończyły się fiaskiem zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii.

Ten brak wcześniejszych przypadków można wytłumaczyć jedynie dwoma przyczynami. Wszyscy chorzy w jakimś momencie spontanicznie wyzdrowieli (co samo w sobie rodzi wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście były to przypadki autyzmu), lub wszyscy oni zmarli. Oba warianty nie wydają się prawdopodobne. Pozostaje wyciągnąć wniosek, że przypadków autyzmu faktycznie stało się więcej.

Ten wzrost zachorowalności oznacza jedno z dwóch: przyczyną jest czynnik wrodzony lub „wewnętrzny” właściwy pacjentowi, albo jest to czynnik „zewnętrzny”. Wewnętrznym czynnikiem może być wyłącznie usterka genetyczna lub wrodzona, przekazana przez rodziców, albo mutacja u samego dziecka. Niezależnie od tego, jaki byłby powód takiej mutacji, musiałaby ona mieć miejsce równocześnie u tysięcy ludzi w USA i Wielkiej Brytanii, około 1990 roku, i wywołać u dzieci absolutnie jednakowe mutacje genetyczne. O ile wiem, w ciągu miliardów lat ewolucji aż do tej pory nic takiego nie miało miejsca. Oznacza to, że jeśli wszystko ma się właśnie tak, jak się nam przedstawia, to mamy do czynienia z bezprecedensowym zjawiskiem na skalę Wszechświata. Obserwowany wzrost liczby przypadków autyzmu w tak krótkim czasie (1520 lat) musi mieć przyczynę zewnętrzną. W chwili obecnej jedynym możliwym wytłumaczeniem jest oddziaływanie szczepionek – substancji toksycznych – zaburzeń immunologicznych. Jeśli ktoś będący ekspertem pod tym względem, lepiej rozumiejący kwestię niż wszyscy pozostali, ma inne zdanie o możliwych przyczynach, będziemy bardzo wdzięczni, gdy nam o nich doniesie. Wówczas będziemy mieli szansę stworzenia listy możliwych przyczyn, które potem przeanalizujemy i zbadamy przy pomocy różnych sprawdzonych i wiarygodnych metod. To z kolei da nam szansę rozwiązania naszego problemu i zaprzestania bezsensownych sporów. Musimy jak najszybciej zorganizować zakrojone na szeroką skalę badania w celu poszukiwania możliwych czynników stanowiących przyczynę”.

Zwolennicy genetycznego modelu autyzmu zachowują się tak, jakby podobne mutacje regularnie miały miejsce u milionów dzieci od zawsze i wszędzie. Przecież jeśliby ktoś z nich uznał wybuch zachorowań, musiałby uznać też konieczność poszukiwania przyczyny. Dyrektor Ośrodka Kontroli Chorób Julie Gerberding z łatwością wytłumaczyła każdy ze 150 przypadków autyzmu u dzieci. Powiedziała, że bez względu na to, że więcej dzieci otrzymuje taką diagnozę, to wcale nie oznacza, że wzrasta zachorowalność. Prasy wcale nie niepokoi fakt, że Ośrodek Kontroli Chorób już od kilku lat liczy dzieci z autyzmem i wciąż nie może nam powiedzieć, czy jest ich więcej. Artykuły z historiami o genach autyzmu niczego nam nie mówią o tym, że w latach siedemdziesiątych na autyzm chorowało jedno na 10 000 dzieci, a w latach osiemdziesiątych już jedno na 2 500. Naukowcy, których cytowano w tych artykułach o badaniach genetycznych, mówili, że to „pasjonująca praca” lub że „uzyskano interesujące dane”. Specjaliści dali do zrozumienia, że mają przed sobą całe lata pracy badawczej. Artykuły te przypominają styl debaty na temat tego, czy Pluton jest planetą. Nic nie zwiastowało w nich katastrofy służby zdrowia dotykającej obecnie znacznie więcej Amerykanów niż epidemia polio z lat pięćdziesiątych. Tymczasem w świecie rzeczywistym mnóstwo rodzin żyje w milczącej rozpaczy, walcząc z emocjonalnym i finansowym brzemieniem wychowywania dzieci z autyzmem. Szkoły ponoszą wydatki na ich edukację, co prowadzi je na granicę bankructwa. Niemal wszystkie artykuły o genie autyzmu opisują autyzm jako zwykłe zaburzenie psychiczne ograniczające możliwość kontaktu i interakcji społecznej. Taka definicja nie ma nic wspólnego z wieloma rzeczywistymi dziećmi autystycznymi. Nie obejmuje nastolatka, który nie umie mówić i wciąż chodzi w pampersach ani dzieci autystycznych wymagających stałego nadzoru, gdyż są agresywne lub zwyczajnie mogą wyskoczyć na ruchliwą ulicę. Nie obejmuje wszystkich pozostałych problemów zdrowia związanych z autyzmem, takich jak epilepsja i problemy jelitowe.

Jeden z badaczy, doktor Fred Volkmar, profesor dziecięcej psychiatrii, pediatrii i psychologii na Uniwersytecie Yale, w wywiadzie dla New York Times w ubiegłym miesiącu powiedział, co nastepuje: „Wydaje się, że zachorowalność nie zmieniła się w ciągu ostatnich 20 lat”. Dla niego autyzm nie jest krytycznym problemem służby zdrowia obejmującym coraz więcej dzieci.

W artykule „Autyzm związany z genem, fragmentem chromosomu”, opublikowanym przez Washington Times 24 lutego, Volkmar mówi: „Od wielu lat wiemy, że autyzm to choroba w najwyższym stopniu genetyczna”. Dalej tłumaczy: „W ciągu ostatnich dziesięciu lat zachorowalność pozornie wzrosła dziesięciokrotnie, odzwierciedlając rosnącą uwagę poświęcaną problemowi, poszerzenie kryteriów diagnostycznych i poprawę specjalistycznych programów edukacyjnych”. Wydaje się, że społeczność naukowa nie martwi się, że w tym roku więcej dzieci otrzyma diagnozę autyzmu niż diagnozę AIDS, cukrzycy i nowotworów dziecięcych razem wziętych. Te nowe dane zostały uzyskane po kilku latach badań i teraz, kiedy wiemy, że mowa o dużej liczbie genów, trudno mieć nadzieję na zakończenie prac badawczych. Jednak historie realnych dzieci, o których mówi się w wiadomościach, malują całkiem inny obraz autyzmu. Nie są to wcale rozważania filozoficzne, które można prowadzić bez końca.

Nowy Jork: Tonawanda News donosi, że liczba przypadków autyzmu w stanie „podskoczyła z niecałych 2 000 w 1992 roku do 9 500 w 2003 roku. Problem jest szczególnie istotny na Long Island, gdzie zaburzenie to dotyka jedno na 85 dzieci”.

New Jersey: The Cherry Hill Courier Post donosi o tym, że rząd stanu opracowuje ustawy mające rozwiązać problem autyzmu. Parlamentarzysta Joseph Pennacchio oświadczył: „Autyzm osiągnął skalę epidemii. Nie mam żadnych wątpliwości, że wzrost zachorowalności spowodowany jest czynnikami zewnętrznymi”.

12 marca w wydaniu Bridgeton News w New Jersey opublikowano artykuł Jaime Marine, z którego wynika, że New Jersey zajmuje pierwsze miejsce pod względem zachorowalności na autyzm w USA – choruje jedno spośród 94 dzieci. Marine pisze: „Gubernatorska grupa robocza do spraw autyzmu wydziela grant na stworzenie oddzielnej klasy specjalnej dla dzieci autystycznych w szkole Silver Run School. W chwili obecnej w pierwszej klasie szkoły podstawowej uczy się sześciu uczniów z autyzmem, a dziewięciu chodzi do zerówki”.

Michigan: Psycholog Tom Brown, Dyrektor Ośrodka Wspierania Dzieci Autystycznych będącego filią Macomb/Oakland Regional Center w wywiadzie dla Oakland Press nazwał autyzm kryzysem medycznym.

Wirginia Zachodnia: W wywiadzie dla kanału WOWK Allen Gorrell, Dyrektor Szkoły Podstawowej w Nutter Fort powiedział: „Ani w okręgu, ani w stanie Zachodnia Wirginia nie starcza nauczycieli wykwalifikowanych do pracy z dziećmi autystycznymi”.

Floryda: 7 marca St. Petersburg Times doniósł o otwarciu nowej szkoły dla dzieci autystycznych w Okręgu Pasco. „Prywatna szkoła w chwili otwarcia zaproponuje 200 miejsc dla dzieci z sześciu okręgów, a z czasem liczba miejsc wzrośnie do 600”.

Teksas: W wiadomościach z życia stanu szeroko omawiano propozycję ustawodawców, by pozwolić na przenoszenie dzieci autystycznych ze szkół państwowych do prywatnych, by mogły one otrzymać specjalistyczną pomoc. Czasopismo Sherman Denison Herald Democrat donosi, że według ostatnich ocen na autyzm cierpi 17 000 uczniów w stanie. Specjaliści twierdzą, że liczba ta wzrosła o 600 proc. przez ostatnie 20 lat, osiągając proporcje epidemii.

Wisconsin: 25 lutego Terry Anderson, reporterka gazety Green Bay Press Gazette, napisała: „14 lat temu we wszystkich okręgach stanu Wisconsin było 200 autystycznych uczniów. Obecnie w samym tylko Okręgu Green Bay uczy się ich 200. W grudniu 2005 roku Departament Informacji Społecznej naliczył w stanie 5 085 uczniów z zaburzeniami spektrum autyzmu”.

Nissan Bar-Lev Dyrektor Nauczania Specjalnego Stanowej Agencji Edukacji doniósł: „Z liczb dostępnych Departamentowi Edukacji można wnioskować, że mamy do czynienia co najmniej z epidemią”. W artykule mowa jest o tym, że istnieje „lista oczekujących na odmowę uprawnień do refundacji wydatków medycznych Towarzystwa Medicaid” i że gubernator Wisconsin Jin Doyle oświadczył: „Nie jesteśmy nawet w najmniejszym stopniu w stanie refundować tych wydatków”.

Massachusetts: The Metro West Daily News opisuje niszczycielskie oddziaływanie autyzmu na budżety szkół. W jednym z okręgów szkoły będą musiały znaleźć dodatkowe 364 000 dolarów na wydatki związane z nauczaniem specjalnym, włącznie z kosztami transportu, usługami kontraktowymi, dodatkowym personelem i zajęciami wyrównawczymi. Pewien urzędnik mówi: „Kiedy tylko zatrudniłem się w okręgu (w 1993 roku), mieliśmy dwójkę dzieci ze zdiagnozowanym autyzmem. Obecnie jest ich 36. To ogromny wzrost liczebności, który ma miejsce nie tylko u nas”.

Kalifornia: 10 marca North County Times opublikował artykuł „Liczebność przypadków autyzmu wzrasta w naszym okręgu oraz w całym kraju”. W artykule odnotowano zastraszającą dynamikę zachorowalności. Pracownicy Południowo-Zachodniego Kuratorium Edukacji obserwują prawdziwą eksplozję liczby uczniów autystycznych w ciągu ostatnich czterech lat. W regionach Temecula i Lake Elsinore liczba dzieci z autyzmem wzrosła o 300 proc. W regionie Murrieta liczba uczniów z autyzmem wzrosła o 650 proc. i wynosi około 100 osób”.

Rodzice pewnego ucznia z autyzmem zdołali zebrać w ubiegłym roku 40 000 dolarów „na przybory dydaktyczne tak potrzebne nauczycielom do pracy z dziećmi autystycznymi, na które jednak Kuratorium nie mogło sobie pozwolić”. To niewiarygodne, ale każe nam się wierzyć, że wszystko to jest jedynie efektem „większej uwagi poświęconej problemowi” i „poszerzenia kryteriów diagnostyki autyzmu”. Wydaje się, że wszyscy ci eksperci starannie poszukujący nieuchwytnych mutacji genetycznych znajdują się w stanie błogiej niewiedzy odnośnie do niszczycielskiego działania autyzmu na nasze szkoły i zbliżającej się katastrofy, która nadciągnie, gdy wszystkie te autystyczne dzieci staną się autystycznymi dorosłymi. Spoglądając na wykresy statystyczne i tabele Departamentu Edukacji, ukazujące zastraszający wzrost liczby przypadków autyzmu, trudno powstrzymać się od niepokoju. Gwałtowny wzrost liczby zaatakowanych przez autyzm dzieci w naszych szkołach to nic innego jak zapowiedź ciosu wymierzonego w system opieki społecznej, który spadnie na nas w ciągu najbliższych 5–10 lat.

Zeszłoroczne badania Michaela Ganza z Harwardu wyceniają koszty utrzymania jednego człowieka z autyzmem na 3,2 mln dolarów w ciągu życia. Robert Krakow z Lifespire (społeczna organizacja pomocy osobom z problemami rozwoju) szacuje te koszta na 10,125 mln dolarów na każdego człowieka z autyzmem. Liczba ta wynika z rocznych wydatków wynoszących 225 000 dolarów przy przewidywanej długości życia 66 lat i nie wlicza okresu od roku do 21 roku życia.

Wydaje się, że nikt nie chce zastanawiać się nad przyszłością. Widzimy naukowców, którzy mają przed sobą długie lata prac badawczych.

Nikt nie nazywa autyzmu epidemią.

Nikt nie mówi o tym, by ją powstrzymać, dopóki nie ucierpiało jeszcze więcej dzieci.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w ramach badania genomu, mającego prawdopodobny związek z autyzmem, przeanalizowane zostaną również mutacje genetyczne powstające pod wpływem rtęci [a także różnych czynników wirusowych – dop. red.], którą nasze dzieci otrzymują wraz ze szczepionkami.

Autism_statistics - duży


Źródło:

http://www.counterpunch.org/2007/03/22/the-search-for-the-elusive-autism-gene/

Polecamy

Wszystkie prawa zastrzeżone. Teksty z serwisu mogą być linkowane i kopiowane, ale pod warunkiem powoływania się na źródło.